Blog fotokulinarny

pesto

Wiosna, maj, zieleń… I pierwsze szparagi! Od Majlerta, bo te są najpyszniejsze. Wybrałam się w pierwszomajowy poranek do sklepiku na Białołęce po szparagi – oczywiście zielone, moje ulubione – nie trzeba ich obierać, mają przecudny wiosenny kolor i jeszcze można jeść na surowo – zawsze biorę więcej szparagów, bo część zjadam po drodze do domu, na surowo właśnie.

Oprócz szparagów w sklepiku kupiłam też wspaniały szczypior czosnkowy, koperek, rukolę i młody szpinak. Ach, jak tęskniłam za świeżą zieleniną! Coś szparagowego przyrządzę jutro, a dzisiaj zrobiłam przepyszne zielone pesto.
Aż dziwne, że do tej pory nie ma na blogu przepisu na pesto. Może dlatego, że nie jestem w stanie podać dokładnych proporcji? To podam orientacyjne, bo tak naprawdę to wszystko zależy od tego, co i ile macie pod ręką. Przecież zielone pesto można zrobić z różnych świeżych liści. Najpopularniejsze jest z bazylii, ale ja lubię eksperymentować i robię pesto z innych liści też, np. z jarmużu. Albo z liści rzodkiewki. Wiosną pyszne jest pesto z czosnku niedźwiedziego, jeśli macie dostęp do takiego. Pamiętajcie, że dziko rosnący czosnek niedźwiedzi jest pod ochroną, ale można go też hodować. I takim właśnie czosnkiem zostałam obdarowana kilka dni temu. Część dodałam do humusu. A część – do pesto.

Moje dzisiejsze pesto przygotowałam z: liści rzodkiewki (z jednego pęczka), szczypioru czosnkowego (1/3 pęczka), lubczyku (2 małe gałązki), natki (pół pęczka), bazylii (z kilku gałązek) i czosnku niedźwiedziego (ok. 15 liści). Do tego oliwa (sporo, ok. 100ml), pecorino (ok. 80g) i orzechy nerkowca (spora garść). I jeszcze szczypta soli.

Wszystkie liście należy dokładnie umyć i osuszyć. Można je grubo posiekać. Orzeszki można podprażyć na suchej patelni – ostawić do ostudzenia. Ser (nie musi być pecorino, może być parmezan, grana padano lub inny twardy ser, np. polski bursztyn) utrzeć na tarce o grubych oczkach. Wszystko wrzucić do blendera, wlać oliwę, dodać szczyptę soli i zmiksować.
Najlepiej zjeść od razu, z makaronem, ale przechowywane w szczelnie zamkniętym słoiczku, zalane cienką warstwą oliwy, przetrwa kilka dni w lodówce. Na kanapki równie doskonałe.

Znacie to?

Człowiek wraca do domu po pracy, zmęczony i głodny, a w lodówce pusto…

Dobrze, gdy w spiżarni/szafce jest makaron. I słoik suszonych pomidorów. U mnie zawsze jest i jedno, i drugie. Nigdy nie wiadomo, kiedy mogą się przydać.

A dlaczego warto mieć w domu słoik suszonych pomidorów w oliwie? Na przykład dlatego, że w niesamowicie krótkim czasie można przygotować przepyszny obiad. Pod warunkiem, że makaron też jest. I czosnek, jakieś pestki/orzechy, twardy ser i… blender.

Pesto zrobimy w czasie, gdy gotuje się makaron, czyli kilka minut i obiad gotowy.

Potrzebne będą:

  •  ok. 10-15 połówek suszonych pomidorów
  • sporo oliwy, w której były pomidory
  • garść utartego twardego sera – parmezanu, pecorino, grana padano, itp. – u mnie parmezan
  • tyle samo migdałów (mogą być już zmielone lub siekane), bądź innych orzechów lub np. pestek słonecznika – czyli co tam akurat macie pod ręką – ja wzięłam migdały
  • ząbek czosnku
  • sól, pieprz, chili do smaku (oczywiście, jeśli lubicie chili; jeśli nie – nie jest niezbędne)

Wszystko wrzucamy do blendera i miksujemy na mniej lub bardziej gładką masę. Jeśli trzeba, dolewamy więcej oliwy.

Z tej ilości składników wyszła mi porcja dla ok. czterech osób, która wystarczyła na dwa obiady dla dwojga 😉

 

 

Ostatnio tak jestem pochłonięta pracą, że zupełnie nie mam czasu publikować niczego na blogu. Bardzo przepraszam.
Jednak znalazłam chwilę na nowy przepis, bo zupę robi się szybko 🙂
[I do tego mam nowy blender, więc musiałam go wypróbować. Działa jak należy. Jest dobrze :)]

Zupa jest przepyszna, ma cudowny kolor, no i przecież jest sezon szparagowy. Wypróbujcie, robi się błyskawicznie!

Czytaj dalej...