Blog fotokulinarny

Początek wakacji. Wspaniały czas – ciepło, słońce, a na targu cała gama warzyw i owoców. Marchewki i buraki są młodziutkie i słodkie, jest jeszcze końcówka szparagów, są truskawki, czereśnie, jagody, poziomki, porzeczki, maliny, świeże zioła… I bób. Uwielbiam ten czas. I uwielbiam bób!

Zazwyczaj zjadam go w najprostszej postaci – ugotowany, z masłem i solą.

Albo robię z niego sałatkę. Trochę pracochłonna, ale pyszna.

Lub pastę kanapkową.

Albo burgery.

Lub zjadam uprażony na patelni.

Ależ to wspaniałe danie! I robi się zaskakująco szybko.

Na jedną-dwie porcje potrzebne będą: dwie-trzy garście bobu, szczypta ostrej papryki, sól, łyżka oliwy, ewentualnie pół łyżeczki ulubione aromatycznej mieszanki przypraw, np. ras-el-hanout albo pięć smaków lub co tam lubicie. I łyżka posiekanych świeżych ziół – szczypiorku, natki, kolendry, mięty…

Rozgrzewamy patelnię, wrzucamy ziarna bobu (surowe, umyte) i prażymy na suchej patelni, mieszając lub potrząsając patelnią od czasu do czasu. Gdy skórki popękają i się zrumienią, dodajemy oliwę, sól, przyprawy, mieszamy jeszcze kilka minut i gotowe!

Przepis znalazłam tu.

 

2 Odpowiedzi na Prażony bób